niedziela, 23 października 2011

Rozdział 14

Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Nie miałam pewności czy Justin poruszył ręką. Może byłam do tego stopnia zdesperowana, że mi się to tylko wydawało? Musiałam coś zrobić.
-Justin kochanie słyszysz mnie? -ścisnęłam mocniej jego rękę. Justin! Obudź się, proszę! - w tym momencie stało się coś dziwnego. Wydawało mi się, że Jus westchną, ale nie byłam w stanie tego potwierdzić, bo w tej chwili zadzwonił do mnie telefon. Cholera! Nie mógł kiedy indziej ?! Szlak! Spojrzałam na wyświetlacz. O kurde! Powinnam być w domu godzinę temu!
-Halo?
-Klaudia gdzie ty jesteś?!
-W szpitalu.
-Jeszcze? Wiesz jaka była umowa? Masz być w domu o 21.00!
-Mamo wiem, ale gdy już miałam wychodzić Justin tak jakby ścisną mnie za rękę. Chciałam sprawdzić czy miałam rację, więc czekałam. I straciłam poczucie czasu. A gdy ty zadzwoniłaś wydawało mi się, że Jus westchną, ale tego też nie jestem pewna. Nie mogę jutro iść do szkoły bo muszę zostać z Justinem. - nie wiadomo kiedy rozpłakałam się co było dziwne bo od siedmiu miesięcy nie uroniłam ani jednej łzy przez Justina.
-Dobrze, ale mogłaś zadzwonić. Martwiłam się.
-Przepraszam.
-Nie gniewam się. Zobaczymy się jutro. Na razie nie będę robić nadziei Pattie. Kładz się spać.
-Dobrze, dobranoc.
-Pa kochanie, trzymaj się. Rozłączyłam się. Byłam bardzo niewyspana. Mama miała rację. Powinnam się już położyć. Nie miałam w co się przebrać, więc tylko pomodliłam się za Justina (robiłam to codziennie) i położyłam się obok niego ( nie było dla mnie łóżka bo od kilku miesięcy spałam w domu, ale tak czy siak położyłabym się z Justinem) Długo nie mogłam zasnąć.
Obudziłam się w środku nocy. Wiedziałam, że już nie zasnę. Chciałam wstać, żeby sobie usiąść, ale miałam wrażenie, że ktoś mnie trzyma. No właśnie. Przecież przed snem nikogo to nie było. To pewnie mama.
-Mamo, co ty tu robisz? Mówiłam, że nie jestem pewna czy Jus ścisną mnie za rękę. Wracaj do domu. Usłyszałam cichy śmiech. I to nie obcy dla mnie śmiech. To śmiech osoby, którą bardzo kochałam. Łzy napłynęły mi do oczu. Powoli spojrzałam na Justina. Miał otwarte oczy.



Ten rozdział dedykuję Oli z którą zajebiście gada się na gg <33333

sobota, 15 października 2011

Rozdział 13

Do tego rozdziału puśćcie subie to:
http://www.youtube.com/watch?v=_VqCCle1dwE



Pobiegłam do jednej z kabin i zamknęłam się w niej. Płakałam i płakałam ( a tak właściwie to ryczałam i to na głos, nie zwracając uwagi na to, że ludzie pytają się mnie czy mogą mi w czymś pomóc). Nie potrzebowałam pomocy. Potrzebowałam chwilę ciszy i spokoju. Po 3h płaczu wyszłam i umyłam twarz, ale to i tak nic mi nie dało. Byłam zapuchnięta jak mops. Wytarłam twarz, umyłam ręce i powoli, bardzo powoli zmierzałam do sali w której leżał Justin. Idąc zastanawiałam się co ja tu robię. Powinnam być w szkole i wygłupiać się z innymi dzieciakami. Ale ja nie mogłam być teraz w szkole. Ja musiałam być z Justinem. TO PRZY NIM BYŁO MOJE MIEJSCE.
No dobra, 2 poprawki:
1. Przy nim JEST moje miejsce, a nie BYŁO.
2. Nie musiałam przy nim być, ale chciałam. Chciałam, bo go kochałam. Kochałam go tak bardzo, że chciałam się zamienić. Chciałam, żeby żył! Wiedziałam, że jeśli ja bym umarła to w żałobie byłby pogrążony tylko Justin i moja rodzina. A jeśli on by umarł w żałobie był by pogrążony cały świat. Miliony dziewczyn, które tak dobrze nam życzyły ( nie wspominałam o tym, ale tak było), jego rodzina i cała ekipa. Ja byłam nikim, a on międzynarodową gwiazdą. Doszłam do sali 103. Musiałam przerwać swoje smętne rozmyślenia i fontannę łez, która nie wiadomo z skąd pociekła. Wytarłam się czym prędzej. Gdy weszłam do sali Pattie siedziała przy łóżku Justina. Spojrzała na mnie i obie z moją mama wyszły zostawiając nas samych.
-Justin kochanie obudź się! - szepnełam płacząc.
-Potrzebuję cię! - wiedziałam, że i tak się nie obudzi. Posiedziałam jeszcze 2h z Justinem i położyłam się spać. I tak kończyły się moje koszmarne dni. Aż do rana.

17.07.2010r. - Jus jest już nieprzytomny 1 miesiąc.
17.10.2010r. - 4 miesiące.
17.01.2011r. - 7 miesięcy.
17.05.2011r. - 11 miesięcy.
17.07.2011r. - ROK.
Nic nie wskazywało na to, żeby Jus się obudził.
18.09.2011 - wtorek. Jak zwykle idę do Justina ( po szkole), kładę się obok niego na łóżku i trzymam go za rękę. Minęły 4h. Muszę iść do domu. Chciałam odłożyć rękę Justina, ale wydawało mi się, że nie chce mnie puścić. Nie to nie możliwe. Czy Justin naprawdę ruszył ręką?

Ten rozdział dedykuję Marcie P. :)

poniedziałek, 10 października 2011

Rozdział 12

Obudziłam się strasznie nie wyspana. Otworzyłam oczy (a trudno było mi je otworzyć, bo były zapuchnięte). Wstałam, poszłam do łazienki i umyłam zęby. Nie chciałam się przebierać w ubranie, bo nie miałam nic do roboty jak gadanie z Justinem i płakaniem w poduszkę. Zdjęłam kapcie i położyłam się obok mojego ukochanego. Dziwiło mnie to, że na łóżku jest dużo miejsca, a dałabym głowę, że wczoraj Justin leżał na samym środku łóżka. Ale mniejsza o to. Leżałam tak i leżałam czując, że po policzkach spływa mi coraz więcej łez. Justin, zawsze różowy gorący i wesoły niczym nie przypominał nowego Justina. " Nowy Justin" wyglądał jak nieboszczyk. Miał smutny wyraz twarzy, bladą i zimną skórę i nie dawał żadnych oznak życia. Czułam, że znowu zaczynam się rozklejać. Na moje nieszczęście, w chwili w której wyglądałam jak upiór wszedł lekarz. Zeskoczyłam z łóżka jak oparzona. Zamiast zwykłego "dzień dobry" wyszeptałam tylko "przepraszam" i czym prędzej zabrałam się do wycierania łez. Lekarz popatrzył w kartę, mrukną coś do siebie i chciał już wyjść kiedy stwierdziłam, że może będzie mnie to kosztowa noc płaczu, ale musiałam wiedzieć w jakim stanie jest Justin.
-Przepraszam.
-Tak?
-Chciałam zapytać w jakim stanie jest Justin.
-No cóż. Myślę, że nie ja powinienem z tobą rozmawiać.
-Jak to?! Przecież jest pan lekarzem.
-Tak, ale nie wiem czy będziesz w stanie to znieść.
-Jestem gotowa na wszystko, proszę mówić. -to akurat było kłamstwem, ale nie miałam innego wyjścia jeśli chciałam coś od niego wyciągnąć.
-Jesteś tego pewna?
-Na 100%. - głos i się łamał. Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale kontynuował:
-Sądzę, że Justin się już nie obudzi. Nie ma nawet najmniejszej poprawy. Na razie pozostaje nam tylko czekać. To czekanie może potrwać nawet kilka lat. Zastanów się czy warto.
-Słucham ?! - wykrztusiłam piskliwym głosem. Nic nie odpowiedział tylko spojrzał na mnie smutno i wyszedł. Usiadłam od ścianą, owinęłam kolana rękami. Zaczęłam wyć na głos. Co on sobie myślał?! Że lepiej zmienić chłopaka na nowego bo stary nie wydaje oznak życia? Co za cham! Po 1h położyłam się z Justinem i znowu zaczęłam płakać. Straciłam poczucie czasu. Nie wiadomo skąd do sali weszła moja mama z Pattie i zobaczyły jak płaczę. Czym prędzej zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki,żeby się spokojnie wypłakać. dzięki Bogu nikt za mna nie szedł.


Rozdział jest jaki jest. Mam nadzieję, że się podoba. Ten rozdział dedykuje Wiktorii <3

sobota, 8 października 2011

Rozdział 11

Stałam jak jakaś debilka. Dlaczego wcześniej nie poszłam do Justina? Dobra Klaudia, to nie twoja wina. No tak, ale z samego rana mogłam o niego pójść! Dobra, nie ma czasu do stracenia.
-Będę za 5 minut - krzyknęłam do Pattie. Wybiegłam zapłakana ledwo co widząc na oczy. Mama próbowała ze mną rozmawiać, ale ja nawet się nie zatrzymywałam. Pobiegłam na górę a mama za mną.
-Klaudia co się dzieje? - zapytała mama.
-Mamo, Justina potrącił samochód. Jest w śpiączce. Lekarze mówią, że może z tego nie wyjść. Muszę tam jechać. Biorę swoje rzeczy, będę tam nocować. Wiem, że w tym szpitalu można poprosić o łóżko obok pacjenta. Musisz mnie zwolnić ze szkoły na kilka dni. Każdą chwilę muszę spędzić z Justinem. -  wszystko co powiedziałam, powiedziałam bardzo szybko płacząc i pakując się.
-Mamo, Pattie jest załamana i cały czas płacze. Pojedziesz z nami do szpitala? - spytałam błagalnym głosem.
-Jasne, tylko wezmę torebkę. Czym prędzej ogarnęłyśmy się z mamą, zamknęłyśmy dom i pobiegłyśmy do Pattie. Drzwi były otwarte. Była gotowa i ubrana, ale mimo to siedziała jak kołek na kanapie i patrzyła przed siebie.
-Pattie wstawaj! - pociągnęłam ją za rękę. -Nie ma czasu do stracenia! Musimy jechać do Justina! Moja mama nas zawiezie. Po minucie Pattie oprzytomniała i poszłyśmy razem do naszego samochodu. Jechałyśmy i jechałyśmy. wiedziałam, że ten szpital jest niedaleko, ale wszystko mi się dłużyło. W końcu po 15 koszmarnych minutach dojechałyśmy na miejsce. Czym prędzej wysiadłyśmy a Pattie zaprowadziła nas do sali w której leżał Justin. gdy go zobaczyłam rozpłakałam się na dobre. Był taki piękny, ale smutny, blady i podłączony do różnych rurek. Miał tłuste włosy opadające mu na oko i czoło. Czym prędzej do niego podbiegłam. Odgarnęłam mu włosy z czoła. Mama i Pattie popatrzyły na nas czule.
-Pójdziemy porozmawiać z lekarzem. Zostawimy was na chwile samych.
-Dzięki. - powiedziałam zapłakana. I poproście dla mnie o łóżko. Pattie popatrzyła mnie mnie pytająco.
-No chyba nie myślałaś, że was tu zostawię. - próbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł mi z tego tylko jakiś grymas. Teraz Pattie spojrzała pytająco na mamę.
-Pozwoliłam jej, a ty będziesz spała u Klaudii, bo nie funkcjonujesz. Nic nie powiedziała tylko przytuliła się do mamy i obie wyszły porozmawiać z lekarzem. Teraz byłam tylko z Justinem.
-Justin kochanie to ja Klaudia. - miałam wrażenie, że gadam sama do siebie, ale wiedziałam, że mnie słyszy.
-Jestem przy tobie. - nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam płaczem. - Wiem, że nie chcesz, żebym płakała, ale nie mogę się powstrzymać. Boję się, że cię stracę. Justin nie zostawiaj mnie, proszę! Gadałam tak i gadałam, aż w końcu nadszedł zmierzch. Wieczorem przyszedł lekarz zobaczyć jak się ma Justin i kazał mi się już położyć spać,żeby nie męczyć Justina.
Usnęłam nie wiadomo kiedy.

niedziela, 2 października 2011

Rozdział 10

Obudziłam się o 6:30 ( tym razem nastawiłam budzik). zeszłam na dół, poprosiłam o naleśniki i poszłam na górę się umyć. O 7: 20 byłam gotowa i po śniadaniu. Miałam jeszcze 10 minut więc położyłam się na chwilę i usnęłam. Obudziłam się o 7: 30. Justina jeszcze nie było. Czekałam i czekałam, ale się nie pojawił. Zostało mi jeszcze 10 minut. Musiałam iść sama do szkoły, a tak w zasadzie to biec a nie iść, bo bym się nie wyrobiła. Justin napewno zapomniał i siedzi sobie teraz w klasie. Próbowałam to sobie wmówić, ale miałam dziwne przeczucie, że stało się coś nie dobrego. W klasie byłam minute po dzwonku. Na szczęście nauczyciela jeszcze nie było. Zdyszana zajęłam swoje miejsce, ale niestety Justina nie było w mojej ławce. Zaczęłam rozglądać się po klasie, ale niestety. Może Justin po prostu zaspał i przyjdzie na następną lekcje?
Lekcja 2 - plastyka - brak Justina, złe przeczucia.
Lekcja 3 - matematyka - brak Justina, bardzo złe przeczucia.
Lekcja 4 - muzyka - brak Justina, załamka.
Lekcja 5 - historia - brak Justina, łzy w oczach.
Lekcja 6 - biologia - brak Justina, histeria.
Lekcja 7 - angielski - brak Justina, zamulenie i panika.
W końcu o 15:00 wybiegłam ze szkoły i biegłam do domu ile sił w nogach. Miałam nadzieje,że Justin czeka pod drzwiami, ale niestety kolejne rozczarowanie. Rzuciłam plecak i pobiegłam na górę nawet nie witając się z mamą. Próbowałam chyba 10 razy dodzwonić się do Justina. Niestety bez skutku. Teraz to dopiero ogarnęła mnie histeria. Zbiegłam na dół. Już miałam biec do Pattie, ale zatrzymała mnie mama.
-Klaudia, co się dzieje?
-Mamo nie mam teraz czasu. Muszę iść do Pattie. Mam wrażenie, że stało się coś złego. Wyrwałam sie i pobiegłam.
Zaczęłam dobijać się do drzwi jak szalona. Po chwili otworzyła mi Pattie. Miała przygnębioną i zapuchnięta twarz. Wiedziałam, że nie mogę czekać
. Wpadłam do pokoju i zauważyłam, że Justina tam nie ma. Zbiegłam na dół ze łzami w oczach ( a tak właściwie to nie w oczach tylko już na policzkach) i spojrzałam na Pattie.
-Gdzie jest Justin? - spytałam łamiącym się głosem.
-Klaudia - rozpłakała się - Właśnie miałam do ciebie dzwonić. Justina potrącił samochód. Jest w szpitalu. Być może są to ostatnie godziny jego życia. Jest w śpiączce. Jedz ze mną do niego.


Mam nadzieje, że się podobało :)   TEN ROZDZIAŁ JEST SPECJALNIE DLA KUBY ŁUKASZA I JULI ;P