sobota, 15 października 2011

Rozdział 13

Do tego rozdziału puśćcie subie to:
http://www.youtube.com/watch?v=_VqCCle1dwE



Pobiegłam do jednej z kabin i zamknęłam się w niej. Płakałam i płakałam ( a tak właściwie to ryczałam i to na głos, nie zwracając uwagi na to, że ludzie pytają się mnie czy mogą mi w czymś pomóc). Nie potrzebowałam pomocy. Potrzebowałam chwilę ciszy i spokoju. Po 3h płaczu wyszłam i umyłam twarz, ale to i tak nic mi nie dało. Byłam zapuchnięta jak mops. Wytarłam twarz, umyłam ręce i powoli, bardzo powoli zmierzałam do sali w której leżał Justin. Idąc zastanawiałam się co ja tu robię. Powinnam być w szkole i wygłupiać się z innymi dzieciakami. Ale ja nie mogłam być teraz w szkole. Ja musiałam być z Justinem. TO PRZY NIM BYŁO MOJE MIEJSCE.
No dobra, 2 poprawki:
1. Przy nim JEST moje miejsce, a nie BYŁO.
2. Nie musiałam przy nim być, ale chciałam. Chciałam, bo go kochałam. Kochałam go tak bardzo, że chciałam się zamienić. Chciałam, żeby żył! Wiedziałam, że jeśli ja bym umarła to w żałobie byłby pogrążony tylko Justin i moja rodzina. A jeśli on by umarł w żałobie był by pogrążony cały świat. Miliony dziewczyn, które tak dobrze nam życzyły ( nie wspominałam o tym, ale tak było), jego rodzina i cała ekipa. Ja byłam nikim, a on międzynarodową gwiazdą. Doszłam do sali 103. Musiałam przerwać swoje smętne rozmyślenia i fontannę łez, która nie wiadomo z skąd pociekła. Wytarłam się czym prędzej. Gdy weszłam do sali Pattie siedziała przy łóżku Justina. Spojrzała na mnie i obie z moją mama wyszły zostawiając nas samych.
-Justin kochanie obudź się! - szepnełam płacząc.
-Potrzebuję cię! - wiedziałam, że i tak się nie obudzi. Posiedziałam jeszcze 2h z Justinem i położyłam się spać. I tak kończyły się moje koszmarne dni. Aż do rana.

17.07.2010r. - Jus jest już nieprzytomny 1 miesiąc.
17.10.2010r. - 4 miesiące.
17.01.2011r. - 7 miesięcy.
17.05.2011r. - 11 miesięcy.
17.07.2011r. - ROK.
Nic nie wskazywało na to, żeby Jus się obudził.
18.09.2011 - wtorek. Jak zwykle idę do Justina ( po szkole), kładę się obok niego na łóżku i trzymam go za rękę. Minęły 4h. Muszę iść do domu. Chciałam odłożyć rękę Justina, ale wydawało mi się, że nie chce mnie puścić. Nie to nie możliwe. Czy Justin naprawdę ruszył ręką?

Ten rozdział dedykuję Marcie P. :)

2 komentarze:

  1. boskii.!! czekam na NN.. czyżby Justin się obudził.. napewno.! chcę żeby następny był dla mnie.. kocham twojego bloga.! <33 ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. swietny blog ;d zapraszam do mnie ;d

    OdpowiedzUsuń